Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Kto schładzał gorącą solankę?

Treść

Rozmowa z Andrzejem Gruszczykiem, prezesem Samorządowej Spółki Gorczańskie Wody Termalne Sprawa zagospodarowania wód termalnych Poręby Wielkiej ciągnie się już latami. - O źródłach termalnych w Porębie Wielkiej po raz pierwszy usłyszałem w 1981 roku. Po próbie uruchomienia odwiertów dużo się na ten temat mówiło. To była sprawa, która bardzo poruszała tutejszych mieszkańców. Działająca Spółdzielnia Zdrój została powołana przecież po to, aby eksploatować starszy odwiert (powstał pół wieku temu, a młodszy zlokalizowany na terenie GPN ponad 20 lat temu - przyp. red). Liczono, że gorąca solanka będzie stanowiła jednocześnie walory dla Domów Wczasów Dziecięcych, które powstały jako filia szpitala w Prokocimiu. Miało powstać coś w rodzaju sanatorium. Potem spółdzielnia stała się państwowym zakładem przetwórstwa drewna. Ludzie czekali na dalszy rozwój wypadków i cały czas dobrze pamiętali, jakie bogactwa naturalne ma Poręba Wielka. Na początku lat dziewięćdziesiątych temat ponownie ożył. Podjęte kroki wiążą się już z Pana staraniami. - Dyrektorem Gorczańskiego Parku Narodowego zostałem w 1991 roku. Właśnie wtedy GPN przejmował grunty, na których zlokalizowane są odwierty. Nawiązałem współpracę z ówczesnym wójtem Niedźwiedzia Marianem Talarem. Razem postanowiliśmy dążyć do nagłośnienia i próby realizacji planów związanych z gorczańską geotermią. W 1992 roku powstał już pomysł powołania spółki samorządowej. Podjęliśmy współpracę z ośmioma gminami, które otaczają nasz Park Narodowy. GPN był wtedy kiepsko wyposażony. Według moich zamierzeń w ten sposób mieliśmy zarabiać na rozwój parku. Jako aport do spółki mieliśmy wnieść grunty, na których były odwierty. Co się zatem stało, że na długie lata sprawa gorącej solanki ucichła? - Po pierwsze w 1994 roku odbyły się wybory samorządowe. Układ sił w gminach, które miały wejść do spółki znacznie się zmienił. Musieliśmy się zmierzyć ze stereotypowym podejściem do polityki. Nowe władze zaczęły działać w myśl zasady, że wszystko, co zrobiła poprzednia ekipa, jest złe. Niestety dotyczyło to również próby powołania spółki gorczańskiej geotermii. A czy spotkał się Pan z lobby, które miało doprowadzić do całkowitego przekreślenia realizacji planów związanych z wodami termalnymi w Porębie Wielkiej? - To jest niezwykle delikatna sprawa. Rzeczywiście w latach 90. napotkaliśmy bardzo dużo dziwnych przeszkód. Z perspektywy czasu trudno mi je wyjaśnić. Większość oporów napotykaliśmy w Ministerstwie Środowiska. Spotkaliśmy się ze zwykłą obojętnością wobec naszych planów, a wkrótce pojawiło się wręcz stanowisko bardzo niechętne. Często kierowane były do mnie retoryczne pytania, typu: a po co mi to? Jakie z tego będą korzyści? Miałem wrażenie, że ministerstwo celowo utrudnia nam realizację planów. Komu mogło zależeć na przekreśleniu tych zamiarów? - Wszystko to jest w kręgu moich przypuszczeń, więc unikam formułowania personalnych wyroków. Z naszego punktu widzenia niezbyt fortunnym zbiegiem okoliczności było, że burmistrzem Zakopanego był wtedy Adam Bachleda-Curuś, natomiast głównym geologiem w kraju jego brat Tadeusz. To właśnie jego opinie były wówczas bardzo ważne, a przecież ewentualny rozwój geotermii w Porębie Wielkiej był i jest traktowany jako konkurencja dla Zakopanego i całego Podhala. Ktoś w ministerstwie opiniował, że odwierty w Porębie Wielkiej trzeba zlikwidować. W momencie kresu istnienia województwa nowosądeckiego znalazły się fundusze na przeprowadzenie prac mających na celu zlikwidowanie starego zaworu. Byliśmy wszyscy zdumieni taką decyzją. Wtedy razem z wójtem Niedźwiedzia Januszem Potaczkiem włożyliśmy wiele wysiłku, aby do tego nie doszło. Uruchomiliśmy wszystkie znajomości, kontakty i wreszcie się udało. Fundusze zostały cofnięte. Potem przestał Pan być dyrektorem GPN. Czy pozbawienie Pana tej funkcji mogło mieć coś wspólnego z działaniem na rzecz "rozruszania" wód termalnych w Porębie Wielkiej? - Myślę, że tak. W 2001 roku po rozwiązaniu Sejmu, nie mogłem liczyć na posłów, którzy mnie do tej pory wspierali. Wreszcie nadeszła decyzja, że nie będę już dyrektorem GPN u. Pozostał wójt Janusz Potaczek, który próbował cały czas lobbować kwestię rozruszania gorącej solanki w Porębie Wielkiej. Niestety w ministerstwie ciągle była blokada w tej sprawie. Jeśli chodzi o mnie, to nawet nie zaproponowano mi żadnej posady w GPN. To musiało być dla Pana dużym ciosem. - Już nawet nie oczekiwałem szacunku, ale przynajmniej trochę wdzięczności. Zastałem GPN w fatalnym stanie. Przez dziesięć lat przeprowadziłem wiele udanych inwestycji i przedsięwzięć. Powstał m.in. bardzo solidny dział dydaktyczny. Z GPN rozstałem się, gdy zaczęło szwankować mi zdrowie. Zostałem rencistą i przeżywałem naprawdę trudne chwile, czułem ogromne rozczarowanie po tym, co się stało. Na duchu podnieśli mnie mieszkańcy. Wtedy postanowiłem udzielać się społecznie. Zaangażowałem się w sprawy Związku Podhalan. Zwrócił się do mnie również wójt Janusz Potaczek z prośbą, abym był jego społecznym doradcą w sprawach związanych z gorczańską geotermią. Jaki był zatem przełomowy moment, który doprowadził m.in. do stworzenia samorządowej spółki Gorczańskich Wód Termalnych? - Bez wątpienia były to badania wykonane przez dr. Wiesława Bujakowskiego z Polskiej Akademii Nauk w 2003 roku. Udostępniliśmy mu dotychczasowe materiały dotyczące odwiertów. Przeprowadził badania i specjalistyczną analizę geologiczną i ekonomiczną. Wyniki wyszły bardzo obiecująco. Raport rozwiał wszelkie wątpliwości co do celowości inwestycji. Nasi dotychczasowi oponenci ministerialni nagle zmienili podejście do całej sprawy. Postanowiliśmy to wykorzystać i działać zdecydowanie. W ubiegłym roku Janusz Potaczek uzyskał ogromne wsparcie. Był nim nowy starosta limanowski Jan Puchała. Od początku swojej kadencji zainteresował się odwiertami w Porębie Wielkiej. Był również inicjatorem powołanej niedawno spółki samorządowej, w skład której oprócz powiatu i gminy Niedźwiedź weszły jeszcze miasto i gmina Mszana Dolna. Przed Panem pojawiła się także kolejna szansa. Został Pan prezesem spółki. - Jest to niezwykle odpowiedzialne zadanie. Jestem jednak dobrej myśli. Czas pokaże, czy to była dobra decyzja. A czy w tej chwili odczuwacie jeszcze jakieś działania wymierzone przeciwko planom w Porębie Wielkiej? - Cały czas mamy pewien problem. Jednak w tej chwili nie będę mówił o konkretach, bo to mogłoby nam tylko zaszkodzić. Trzymamy rękę na pulsie i przyglądamy się każdemu działaniu, które może uderzyć w nasze plany. Każdy dba o własne interesy i rozwój swojego regionu. To dla mnie zrozumiałe i my też realizujemy swoją politykę. Jednak nie działamy w taki sposób, żeby komuś przeszkadzać. Po prostu mówimy o swoich walorach i nie szukamy haków na innych. Jakie działania w związku z źródłami termalnymi zostaną podjęte w 2008 roku? - To bardzo trudne pytanie. Precyzyjnych planów nie ma, jest tylko ogólny zarys tego, co chcielibyśmy zrobić. Jesteśmy zależni od skuteczności działania administracji państwowej. Po zawarciu notarialnej spółki, teraz staramy się o NIP itp. O wszystko, co jest potrzebne do działalności gospodarczej. Potrzebny jest nam również tytuł własności, bez tego nic nie możemy zrobić. Skarb Państwa powinien przekazać grunty powiatowi, a ten z kolei wprowadzić je do spółki. Tymczasem znowu napotykamy jakieś trudności. Na razie dokumenty krążą między GPN a Ministerstwem Środowiska. Miejmy nadzieję, że to tylko kwestia zbyt rozbudowanej biurokracji. Jan Puchała przyspiesza formalne podjęcie decyzji. Dopiero po uzyskaniu tytułu własności będziemy się starać o możliwość rozpoznania, w jakim stanie są zawory, jakie jest ciśnienie. Taką zgodę może wydać ponownie Ministerstwo Środowiska. Musimy się również zastanowić nad tym, co zrobimy z wykorzystaną solanką. Wpuszczenie jej do rzeki jest raczej złym rozwiązaniem, głównie ze względu na protesty ekologów. Prawdopodobnie byłaby ona z powrotem wpompowana do ziemi przez stary odwiert. Ten zawór znajduje się jednak na prywatnej działce. Co jeśli właściciel postawi zbyt "wygórowane" warunki? - Jest otwarty na współpracę, a chciałbym jednocześnie podkreślić, że działka jest prywatna, ale odwiert państwowy. Dlatego myślę, że znajdziemy porozumienie. Do tego właściciel tych gruntów w razie braku akceptacji spotkałby się z dużą niechęcią tutejszych mieszkańców, którzy liczą, że gorąca solanka przyniesie im ogromne zyski. Zgłaszają się już inwestorzy zainteresowani źródłami gorącej solanki? - Mamy różne koncepcje. Inwestor prywatny zostanie dopuszczony do spółki, jeżeli będziemy pewni, że nie ma innego wyjścia. Nie chcemy mieć poczucia, że coś nam umyka z rąk. W ostateczności będziemy chcieli przyciągnąć jak najwięcej inwestorów z mniejszymi udziałami. Pojedynczy mocny prywatny udziałowca mógłby z czasem dyktować swoje warunki. Podkreślam, że gorąca solanka w Porębie Wielkiej zostanie wykorzystana do celów rekreacyjnych. Nie planujemy wykorzystania jej do ogrzewania budynków mieszkalnych, gospodarczych czy publicznych. Prócz oczywiście ewentualnych basenów geotermalnych. Rozmawiał Jacek Bugajski "Dziennik Polski" 2007-11-27

Autor: wa